Resort zdrowia chce zakazać sprzedaży niektórych leków w sklepach i na stacjach benzynowych. Mają stamtąd zniknąć popularne marki lekarstw na gardło czy bóle mięśniowe. Lobby aptekarskie te przepisy i tak krytykuje, ponieważ minister zdrowia zgodził się na sprzedaż w sklepach... środków na biegunkę.


Talk, glukoza, Strepsils, Neoangin, Manti, żel Naproxen, Fastum czy Chlorchinaldin- tak wygląda lista najpopularniejszych leków, które niebawem mogą zniknąć ze sklepów. Problemy mogą być nawet z witaminą C, która jest zarejestrowana jako lek. Chociaż w sprzedaży częściej są dostępne suplementy diety z witaminą C, więc ten produkt będzie nadal dostępny. Ministerstwo chce też zabronić sprzedaży w sklepach preparatów odkażających np. wody utlenionej czy spirytusu salicylowego, a w to miejsce dopuścić nowocześniejsze preparaty. Będą one jednak znacznie droższe od wycofanych.  Zamiast wody utlenionej, której buteleczka kosztuje złotówkę, za produkty z substancją czynną octenidine zapłacić trzeba będzie kilkanaście, czasem kilkadziesiąt złotych.

Z kolei część popularnych leków przeciwzapalnych czy przeciwgorączkowych będzie musiało zmienić skład. Ministerstwo zdrowia domaga się, żeby np. najwyższa dawka paracetamolu w jednej tabletce nie przekraczała 300 mg. Dziś Apap, Panadol czy Eferalgan mają po 500 mg. Podobnie ma być z lekami zawierającymi aspirynę. Ta najbardziej znana, od firmy Bayer, ma dziś 500 mg, a w sprzedaży sklepowej będzie mogła mieć maksymalnie 300 mg substancji czynnej.

Zakazana też będzie sprzedaż większych opakowań leków. W przypadku środków zawierających paracetamol nie będą one mogły mieć więcej niż sześć tabletek po 200 mg. Podobne rygory będą  dotyczyły leków z ibuprofenem. Opakowanie tego medykamentu także nie będzie mogło liczyć więcej niż sześć tabletek. W sklepie nie kupimy większej, czyli bardziej ekonomicznej wersji aspiryny.

W sumie resort zdrowia zamierza listę 48 substancji czynnych zastąpić jedynie 18. Wśród nich są i nowości. Z zapowiadanych zmian mogą się cieszyć się  alergicy, bo w planach jest wprowadzenie do sprzedaży w sklepach leków z loratadyną. Ta substancja znajduje się m.in. w Claritine czy Flonidanie, a te środki można będzie kupić w sklepie w opakowaniach po dwie sztuki. Teraz przeważnie są sprzedawane w paczkach pod 10 lub 20 tabletek, ale wyłącznie w aptekach.

Te zmiany są reakcją ministra na postulaty aptekarzy. Ale oni i tak nie są z nich zadowoleni, bo np. stowarzyszenie ,,Leki tylko z apteki,, uważa, że ani w sklepach ani na stacjach benzynowych nie powinny być dostępne środki na biegunkę. Biegunka  nie jest chorobą, tylko jej objawem. Nie wolno go zbijać za pomocą leku, tylko trzeba ustalić, dlaczego się pojawiła- tłumaczy prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM.

Pomysł ograniczenia ilości leków, które mogą być sprzedawane poza aptekami, nie jest nowy. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiedział te zmiany już w ubiegłym roku. Ale ta nowa lista łatwo dostępnych medykamentów budzi sporo kontrowersji. Producenci obawiają się, że teraz gwałtownie spadnie sprzedaż ich specyfików.

,,W opinii autorów projektu, jego pozytywnym skutkiem będzie ograniczenie negatywnych następstw nadużywania leków, co wynika z nieograniczonego dostępu do nich w obrocie poza aptecznym"  napisano w ocenie skutków tej regulacji przygotowanej przez rząd. Nie da się jednak oszacować, ile osób dzięki temu nie trafi do szpitali- dodali autorzy tej opinii.