Rozmowa z Krzysztofem Markusem Markiewiczem twórcą muzyki elektronicznej, etno-elektronicznej, filmowej i EDM.



Jesteś twórcą gatunku, który jako pierwszy już prawie 30 lat temu nazwałeś etho-electronic music. Czy dlatego na Twojej najnowszej płycie jako pierwszy pojawi się utwór etno-elektroniczny „Wuhan Laboratory”?

- Nie. Moja najnowsza płyta „Epidemic” to chronologicznie poukładany materiał. Kolejność utworów i kształt płyty ma przypominać wydarzenia światowe w 2020 roku. Rzecz jasna stricte te związane ze światową epidemią Covid-19.

W Wuhan wszystko się zaczęło. Nawet jeśli przyjąć, że nie w laboratorium lecz na targu, to na początku utworu słuchaczy przenoszę na targ w Wuhan. Autentyczni ludzie, autentyczny targ i wszystko prosto z Wuhan. Realistyczne dźwięki, które słyszymy dzięki technice samplingu.

Czy cała płyta utrzymana jest w klimacie orientalnym? Twoja ostatnia płyta stworzona z okazji 60-tej rocznicy powstania amerykańskiej Agencji Kosmicznej NASA to muzyka kosmiczna. Dużo ambient czyli muzyki eksperymentalnej, ale też troszkę przebojowa i klasyczna vaweform. Jaka będzie „Epidemic”?

- „Epidemic” będzie taka płytą, do której chętnie będzie się wracać. Zadowoli znawców gatunku, ale tych, którzy nie znają tego gatunku muzyki ogromnie zaskoczy. Buduje napięcie i skłania do refleksji.

Etniczny jest jedynie utwór ‘Wuhan Laboratory’. „Personal Universe” również była płytą dla każdego.

Skąd dźwięki ulicy i targu z Wuhan? Jak powstają takie realistyczne dźwięki. Słuchając miałem wrażenie, że jestem tam. W utworze ‘Hospital” helikopter prawie urywa głowę. Czy da się aż tak oddać na instrumencie realny dźwięk np. śmigłowca? Wcześniejsze moje doświadczenia to raczej prymitywny dźwięk natury lub jakiegoś pojazdu z instrumentu klawiszowego, ale to nie to.

- Łatwo jest wygenerować dźwięk wiatru. Na analogowym syntezatorze odkręcamy szum i zniekształcamy go filtrami. Regulując częstotliwość wieje bardziej lub mniej. Ot cała praca.
W przypadku dźwięku samochodów, klaksonów i ludzi w Wuhan to autentyczne dźwięki nagrane na zawodowy sprzęt reporterski.

Dzięki znajomym na całym świecie wyświadczono mi przysługę i otrzymałem wysokiej jakości nagranie, które umieściłem w pamięci instrumentu muzycznego – samplera.

W utworze „Hospital” helikopter został nagrany jakieś 20 lat temu przez firmę zajmującą się produkcją najwyższej jakości sampli na świecie. Kupiłem ten materiał bardzo dawno temu i co jakiś czas z niego korzystam. W „Hospital” słychać tez karetki pogotowia. Te syreny zostały wygenerowane na syntezatorze. Odpowiednia modulacja dźwięku, częstotliwość i gotowe.

W „Hospital” słychać dużo cierpienia. Słychać krzyki cierpiących ludzi. Jest to jak dla mnie zbyt dosłowne. Dlaczego aż tak przerażasz i czy nie jest to zbyt oczywiste?

- „Hospital” ma przerażać. Nie ma żartów. Wielu moich znajomych/bliskich zmarło. To bardzo osobisty utwór. Słychać tam dźwięk kardiomonitora. Słychać śmierć. Tak, ale ta płyta taka jest. Jest dużo cierpienia w „Hospital”, bo dużo cierpienia jest w szpitalach.

Wiem, że dźwięki, krzyki ludzi są zbyt dosłowne. Mogą niektórych drażnić, ale śmierć i cierpienie jest jednym z elementów tej epidemii.

Moja muzyka ma dotrzeć do każdego, nawet jeśli nie jest znawcą gatunku. Każdy człowiek, nawet ten, który nie zna się na muzyce powinien od razu poczuć przekaz. Dla mnie jest to zbyt czytelne i jasne, ale pomyślałem też o innych.

Jaki utwór kolejny po Wuhan znajdzie się na krążku „Epidemic”?

- Drugą pozycją na płycie będzie „Sars Cov-2”. To utwór, który powstał ok tydzień od wprowadzenia pierwszych ograniczeń w Polsce. Już 25 marca 2020 roku „Sars Cov-2” zagościł w sieci. Wtedy pojawił się też pomysł na nagranie albumu „Epidemic”.

Opowiedz coś o „Sars Cov-2”. 

- Każdy inaczej interpretuje muzykę, zwłaszcza instrumentalną. W „Sars Cov-2” słychać jak wirus delikatnie się pojawia i jak się rozprzestrzenia. Dolne częstotliwości i rosnące napięcie dodają dramaturgii muzyce. Na słuchawkach słychać najwięcej detali. Później pojawiają się syntetyczne chóry. One nadają jeszcze więcej tej dramaturgii. Pojawiają się dwie solówki na syntezatorze analogowym przypominającym klasykę gatunku muzyki elektronicznej. Arpegiator, którego dźwięk monotonnie się powtarza dodaje muzyce smaku i wprowadza w nastrój w pewnym sensie hipnotyzując słuchacza.

Na Facebooku pisałeś, że to płyta wielogatunkowa. Jak o rozumieć? Jakie instrumenty pojawią się na „Epidemic”?

- Zaczynamy muzyką etniczną, później mamy połączenie klasyki gatunku z ambient. Ponadto utwór „Lockdown” to muzyka EDM czyli elektroniczna muzyka taneczna.

Nie ma powodów do tańca, ale zrobiłem to dla kolegów DJ’ów, których branża stanęła w zasadzie jako pierwsza i na najdłuższy okres. Sam byłem DJ’em, więc rozumiem temat kiedy zostaje się bez pracy. To króciutki utwór, ale słychać w nim jak muzyka zwalnia z płyty winylowej i nagle się zatrzymuje. Podobnie jak nagle zatrzymała się gospodarka. Dedykuję ten utwór wszystkim tym, którzy ucierpieli z powodów ekonomicznych epidemii.

Na płycie słychać fortepian, akustyczna perkusję, gitarę elektryczną, samplery i syntezatory, zarówno analogowe jak i cyfrowe.

Jak już jesteśmy przy dedykacji dla kogo dedykujesz „Hospital”?

- „Hospital” dedykuję ofiarom Covid-19, ich rodzinom, ale także tym, którzy w szpitalu znaleźli się z powodu innych chorób. „Hospital” dedykuje także tym, którzy walczą na pierwszej linii frontu ze światową epidemią Sars Cov-2 .

W „Lockdown” słychać dźwięki jakby fabryki, ulicę, ludzi idących ulicą, znów samochody. Skąd te dźwięki i co mają znaczyć?

- Na początku słychać fabrykę, owszem. Ludzie pracują, później wychodzą do domu. W drodze do domu słychać jak kilka osób kaszle. To dźwiękowy obraz tego w jaki sposób rozprzestrzeniał się wirus. Ulice nagrałem osobiście. Dźwięki fabryki i chodzący ludzie to też praca moja i mojego zespołu ludzi. Nagrywaliśmy pojedyncze chodzenie po chodniku, kaszel i poskładaliśmy wszystko tak, jakby było to nagrane razem. Słychać też wbieganie po schodach i ludzi w lokalu. To wszystko praca na samplerach.

Nie słyszałem wszystkich utworów, ale zaciekawiła mnie „Quarantine”. Dlaczego ten utwór jest tak zbudowany i dlaczego jest w nim muzyka fortepianowa, elektroniczna, techno i rock? O co tak naprawdę chodzi.

- Sens jest oczywisty. „Quarantine” zaczyna się na fortepianie. Po chwili powtarza się sekwencja fortepianowa, dochodzą instrumenty elektroniczne i arpegiatory. Po chwili wszystko gaśnie i zaczyna się znów EDM. Po muzyce technicznej nagle pojawia się znów fortepian, późnej mocniejsze rockowe uderzenie i gitary elektryczne.

Każdy gatunek muzyki gra ten sam temat. Sens jest taki, że czego nie robilibyśmy w kwarantannie i jak byśmy tego nie robili to i tak jest to to samo.

Kiedy słuchałem próbek bardzo przypadł mi do gustu utwór pt. „City of Silence” Miasto ciszy to też taki bardzo inny utwór. Dlaczego słychać w nim psy, inne zwierzęta, wiatr i wiele dźwięków natury i dlaczego jest dość głośny jak na miasto ciszy?

- „City of Silence” to naprawdę cisza. Nie ma w tym utworze człowieka. Pokazuje, że gdy nie ma człowieka, to jest natura, bardziej słyszymy wiatr, burzę, zwierzęta, a dźwięki te rozchodzą się coraz dalej i coraz głośniej.

Jaki utwór znajdzie się na końcu płyty?

Ostatnią tegoroczną kompozycją na płycie jest „December2020” Skomponowany w grudniu 2020r. utwór miał się kojarzyć ze świętami i gdzieś jak się wsłuchać słychać dzwonki sań Św. Mikołaja. Te święta będą inne i chyba dlatego powstał ten utwór.

Ale to nie koniec. Płytę zamknie utwór sprzed dwóch lat - „Positive Minds”. Wszyscy w tej chwili potrzebujemy pozytywnego myślenia.

Krzysztof kto będzie wydawcą „Epidemic”?

Album „Epidemic” wydaję sam, bowiem mój wydawca odmówił mi wydania płyty z powodu epidemii. Muzycy teraz nie nagrywają, nie występują, tak więc pozostałem z tym sam.

Na polakpotrafi.pl pojawiła się akcja czy też zbiórka na wydanie płyty „Epidemic” Co to za akcja?

To akcja, w której mój manager stworzył zbiórkę na powstanie krążka „Epidemic” Dzięki zebranym środkom płyta wyjdzie jeszcze w tym roku. To są koszty realizatora, fotografa, grafika, tłoczni itp.

Więcej na: https://polakpotrafi.pl/projekt/krzysztof-markus-markiewicz-wydanie-plyty

Na koniec dlaczego okolice Wałbrzycha, Świdnicy?

- W Wałbrzychu i okolicy znam wielu ludzi. Tutaj zawsze słuchano ambitnej muzyki.


Rozmawiał

Martin Poul Kozlovsky