Zwykłe fotoradary to za mało, żeby kierowcy nabijali kiesę państwową. Dlatego wymyślono odmianowe pomiary prędkości. Teraz te wszystkie urządzenia pomiarowe zostaną na nowo oznakowane. Projekt przygotowywanego właśnie rozporządzenia wprowadza osobny znak dla urządzeń sprawdzających średnią prędkość na określonym odcinku drogi, ale nadal są problemem urządzenia, które rejestrują wjazd na skrzyżowanie przy czerwonym świetle.


Pomiary prędkości na określonych odcinkach dróg są wykonywane od listopada 2015 r. Generalny Inspektorat Transportu Drogowego ma 30 takich zestawów
. Dotychczas były one oznakowane za pomocą znaku D-51 „Kontrola prędkości fotoradar” i tabliczki, która informuje o rodzaju urządzenia. Nie było to dobre rozwiązanie, bo kierowcy, którzy chcieli przeczytać treść tej na kilka sekund odrywa wzrok od jezdni co powodowało realne zagrożenie. Inni kierujący zerkają tylko na tabliczkę i stwierdzają, że mają do czynienia ze zwykłym fotoradarem punktowym. Przyspieszali więc za tablicą, a potem dostawali piękne zdjęcie od ITD. W cenie 100 – 500 zł w zależności od tego, o ile przekroczyli dopuszczalną prędkość.

Teraz ma się rozmienić. Na stronie Rządowego Centrum Legislacji znajduje się projekt rozporządzenia ministra infrastruktury, który wprowadzi nowe znaki drogowe. Są to znaki D-51a oraz D-51b, które wyraźnie będą oznaczały początek i koniec strefy objętej pomiarem średniej prędkości. Jest to niebieski znak z drogą i ikonami dwóch aparatów fotograficznych. W dolnym rogu znaku znajduje się ikona, która wskazuje, jaka prędkość obowiązuje w objętej dozorem strefie.

Rozwiąże to kolejny problem, gdyż obecnie w wielu miejscach informacja o początku strefy objętej pomiarem średniej prędkości nie jest poprzedzona znakiem określającym dozwoloną prędkość. Bywa więc, że kierowcy zwalniają bardziej, niż nakazuje to obowiązujący limit.  A to zmniejsza to przepustowość drogi.


Znaki D-51a oraz D-51b