Strach o życie dziecka, to najgorsze co może czuć rodzic.


Miesiąc po 5 urodzinach dowiedzieliśmy się, że w głowie naszego synka jest guz, który śmiertelnie zagraża jego życiu. Rak zajmuje jego głowę i rdzeń kręgowy. 21 lutego 2018 roku Wiktor przeszedł operację, po tygodniu kolejną... Przed nim kolejny etap leczenia – radioterapia. W Polsce dzieci naświetlane są fotonami, za granicą leczenie protonami to standard. Wiktorek ma szanse na zdrowe życie bez raka, ale i bez powikłań po radioterapii. Potrzebujemy Waszej pomocy, żeby opłacić to leczenie! 


Pomóż Wiktorkowi: "Mamusiu, co się ze mną dzieje?" Rak chce odebrać mi synka, uratuj jego życie!



Strach o życie dziecka, to najgorsze co może czuć rodzic. 

15.02.2018, miesiąc po 5 urodzinach dowiedzieliśmy się, że w głowie naszego synka jest guz, który śmiertelnie zagraża jego życiu. Od tego dnia nasz Wiktorek zamiast cieszyć się beztroskim dzieciństwem, musi zmagać się ze śmiertelna chorobą. Zaczął ciężką walkę z wyjątkowo złośliwym nowotworem – rdzeniakiem zarodkowym – medulloblastoma anaplastyczna. Rak zajmuje jego głowę i rdzeń kręgowy. Po chemioterapii wstępnej kolejny etap to radioterapia czyli naświetlanie  całego ciała i głowy. Jednak nie daje ona gwarancji powrotu do zdrowia. Taką szansą na pokonanie raka oraz zdrowe, lepsze życie bez powikłań po napromienianiu jest terapia protonowa. Lekarze z Kliniki w Niemczech zakwalifikowali naszego synka na leczenie. Niestety, ze względu na wysoki koszt tej terapii, sami nie jesteśmy w stanie zapłacić za leczenie. Dlatego prosimy: pomóżcie ratować nasze dziecko!

Kłopoty ze zdrowiem naszego synka Wiktorka lat 5 zaczęły się na początku roku od bólów głowy, które wiązano ze stanem zapalnym zatok.  Leczony był antybiotykami przez pediatrę, a później laryngologa. Bóle głowy jednak  nie ustępowały, przeciwnie nasiliły się i do tego dołączyły wymioty. Wiktorek budził się w środku nocy z przeraźliwym płaczem, że boli go głowa, po czym gwałtownie wymiotował. Po tym ból głowy mijał. Nie wiedział co się z nim dzieje i dlaczego czuje się taki słaby. Pytał : “Mamusiu co się ze mną dzieje?” Nigdy wcześniej poważnie nie chorował i był zawsze pełen energii,  a nagle tracił siły i przesypiał całe popołudnia. Nasilające się wymioty, poważnie nas zaniepokoiły. 14.02.2018 roku zgłosiliśmy się z synkiem do najbliższego szpitala. Następnego dnia rano wykonano badanie TK głowy z kontrastem i lekarze już wiedzieli, że w głowie Wiktorka w tylnym dole czaszki jest guz, który śmiertelnie zagraża jego życiu. Byliśmy przerażeni diagnozą. Miliony pytań w naszych głowach. Jak to guz? W głowie naszego dziecka? Skąd? Nie wiedzieliśmy co będzie dalej. Wszystko toczyło się bardzo

szybko. Karetką przewieziono nas do Katowic ponad 200 km od domu, gdzie trafiliśmy pod opiekę wspaniałych neurochirurgów w GCZD. Na dzień przed operacją wykonano MR głowy i kolejna tragiczna wiadomość, oprócz guza , zauważono cechy rozsiewu. Oznaczało to, że po operacji konieczne będzie leczenie onkologiczne. Nie wiedzieliśmy jeszcze z czym będziemy walczyć. Po zbadaniu wyciętego fragmentu okazało się, że to najgorsza z możliwych wiadomości -guz możdżku medulloblastoma złośliwy IV stopień wg WHO z rozsiewem. W kolejnych rezonansach stwierdzono cechy rozsiewu  do tylnej jamy czaszki, opon i kanału kręgowego.

21.02.2018 Wiktorek przeszedł trudną operację usuwania guza. Baliśmy się śmiertelnie o jego życie. Mogło zdarzyć się wszystko, wiedzieliśmy o powikłaniach, które mogły nastąpić. Operacja się szczęśliwie udała! Jednak Wiktorek był bardzo słaby, nasiliły się dolegliwości bólowe głowy i wymioty. Tydzień później kolejna operacja, implementacja układu zastawkowego, który reguluje ciśnienie w jego główce. Kolejne szwy na wygolonej główce i jego strach. Bał się jeść w obawie, że pojawią się znowu wymioty lub wszystko wyleje się dziurą w brzuszku. To niewyobrażalne ile do tej pory już musiał wycierpieć. Przeszedł bardzo dużo w krótkim czasie, a pomimo to jest dzielny i zbiera siły do kolejnych starć z nierównym przeciwnikiem jakim jest rak w jego ciele.

Przed nim kolejny etap leczenia – radioterapia. W Polsce dzieci naświetlane są fotonami, za granicą leczenie protonami to standard. Wiktorek ma szanse na zdrowe życie bez raka, ale i bez powikłań po radioterapii. Ma dopiero 5 lat i nie chcemy skazywać go na kalectwo. Szansą dla jego zdrowia jest leczenie protonowe, które polega na niszczeniu nowotworu za pomocą bardzo precyzyjnej wiązki protonów uderzającej w sam środek guza. Terapia jest bardzo nowoczesna, bardzo skuteczna i… bardzo droga, a czasu mamy coraz mniej.

Chcielibyśmy, żeby ten koszmar, został jedynie wspomnieniem z dzieciństwa. Za każda kwotę wsparcia jesteśmy wszystkim ogromnie wdzięczni. Razem możemy pomóc wrócić mu normalne życie!