Do makabrycznego odkrycia doszło wczoraj, 6 maja, w jednej z wałbrzyskich kamienic w dzielnicy Nowe Miasto. Służby znalazły w szczelnie zamkniętym mieszkaniu zwłoki mężczyzny. Starszy pan nie żył od ok. 2 miesięcy, jego ciało było naruszone przez zamknięte z nim zwierzę.


- Nie widziałam go od około miesiąca. To był taki miły starszy pan. Nie wyobrażam sobie, że mógł tak leżeć przez osiem tygodni. 15 lat temu mieliśmy podobny przypadek w naszej bramie, ale wówczas czuć było po dwóch, czy trzech dniach - komentuje mieszkanka ul. Kubeckiego.
Starszego pana nie było jednak w okolicy od około czterech tygodni. Dopiero wczoraj, 6 maja, sąsiadka z góry wraz z kuzynką żony zmarłego zgłosiły sprawę Policji. - Ustalono, że 79-latek nie żył. Na miejscu zostały wykonane czynności operacyjne. Nie stwierdzono działań osób trzecich - wyjaśnia Marcin Świeży, oficer prasowy KMP w Wałbrzychu. Pies staruszka został oddany do schroniska, ciało starszego pana zostało zabezpieczone, będzie przeprowadzona sekcja zwłok. Po dzielnicy krążą makabryczne pogłoski. - Mówi się, że ciało zamknięte było z psem i kotem. Pies najpierw zjadł kota, a potem głowę właściciela. Jesteśmy tym zszokowani - mówi jeden z sąsiadów staruszka, stara się też by za wiele nie usłyszał towarzyszący mu syn. Wszyscy znali tego skrytego starszego pana, który stracił najpierw dziecko, a potem zmarła mu żona. Wnuk mieszka daleko, w sąsiedniej gminie pozostała mu jeszcze kuzynka żony. To ona z sąsiadką - panią Ireną wezwały służby.




Miał przecież wyjechać...

W bramie, w której wczoraj doszło do makabrycznego odkrycia panuje konsternacja. - W Sylwestra składaliśmy sobie życzenia... Czuł się bardzo dobrze. Miał jechać w pierwszych dniach marca do sanatorium, pokazywał skierowanie i zaraz po tym przestał się pojawiać, a jego samochód znikł. Uznaliśmy zatem, że wyjechał - wyjaśnia pani Anna, sąsiadka z góry.
Po trzech tygodniach rzekomego turnusu mężczyzna nie wrócił. Sąsiedzi pukali do niego nie raz. Bezskutecznie. Zamknięte okna i podwójne, uszczelnione drzwi tłumiły wszelkie odgłosy. A jego mały, wielkości jamnika piesek okazał się milczkiem. - Opiekowałam się nim od sześciu miesięcy. Zostawiał u mnie komplet kluczy, pomagałam mu gotować posiłki. Załatwiłam mu też opiekunkę, ale po dwóch tygodniach nie chciał by go więcej odwiedzała. Przed wyjazdem na turnus klucze zabrał - wspomina pani Irena. Jej 79-letni sąsiad znany był ze zbieractwa, znosił do domu różne niby przydatne przedmioty. Opiekował się psem i kotem, był skryty, ogólnie lubiany.
Panie Anna i Irena nie mogą uwierzyć, że cały ten czas - od początku marca do maja - starszy pan był jednak w domu. - Kot pewnie uciekł, a pies nie szczekał. Głowy ponoć nie było... Tylko czaszka była cała... Trudno mieć zwierzęciu za złe, że przeżyło - dodaje pani Irena. 

Elżbieta Węgrzyn