Dziś Dzień Kobiet. Nie wszyscy wiedzą, dlaczego się pojawił i skąd wzięła się tradycja protestów kobiecych tego dnia. A ponure wydarzenia, stojące u początków świętowania tego dnia są związane z ogromnym wyzyskiem pracujących w przemyśle tekstylnym kobiet w USA na początku XX wieku.


Skąd się wziął?

Za pierwsze obchody Dnia Kobiet uznaje się marsz zorganizowany 28 lutego 1909 roku w Nowym Jorku. Miał on upamiętniać strajki pracownic przemysłu tekstylnego z 1908 roku. Zainspirowane tym marszem inne pracownice zakładów odzieżowych (głównie imigrantki) podjęły trzymiesięczny strajk zimą na przełomie 1909 i 1910 roku przeciwko wyzyskującym je właścicielom fabryk - tzw. "Powstanie dwudziestu tysięcy".

Od 1911 roku marcowe marsze kobiet organizowano także ku upamiętnieniu ofiar tragedii z 25 marca. W nowojorskiej fabryce tekstyliów Triangle Shirtwaist podczas pożaru zginęło 146 osób (129 kobiet i 17 mężczyzn). Ofiarami były w większości żydowskie i włoskie imigrantki, w wieku od czternastu do czterdziestu ośmiu lat. Zginęły, bo właściciele fabryki trzymali zamknięte wyjścia ewakuacyjne i drzwi na klatki schodowe, żeby pracownice ich nie okradały. Taka praktyka była powszechna w tamtych czasach i właśnie poprawy bezpieczeństwa w fabrykach domagano się na pierwszych marszach kobiet.

Tamten pożar do złudzenia przypominał wydarzenia z 24 listopada 2012 roku, gdy w płonącej fabryce odzieżowej Tazreen w pobliżu stolicy Bangladeszu Dhaki zginęło 112 pracowników, głównie szwaczek. Wiele z nich nie mogło uciec, ponieważ nie było odpowiednich wyjść ewakuacyjnych. W fabryce szyto ubrania międzynarodowych marek odzieżowych na eksport do krajów zachodnich. Tylko nieliczne z tych marek wypłaciły odszkodowania rodzinom ofiar. Dlatego w Nowym Jorku znów protestowano w tej sprawie, tym razem przed siedzibą sieci sklepów Walmart. Szefowie firmy w Bangladeszu, inaczej niż ci z Triangle Shirtwaist, nie ponieśli konsekwencji, a fabryka działała dalej.

Magdalena Sakowska